Mam swoje
Nowe Miasto. Przeprowadziłam się z zamkniętymi oczami i niedługo mija pół roku,
które umownie miałam by zaprzyjaźnić się z tym miejscem. Dopiero teraz w pełni
wiem, że dobrze wybrałam. Są też nowi ludzie, nowe słowa, nowe wyznawania.
Wszystko jest nowe poza mną samą.... Zmieniła się tylko perspektywa: dorosłość
jak początek umierania.
Biorę
pełną odpowiedzialność. To mnie w całej sytuacji przeraża najbardziej.
Odpowiedzialność za samą siebie, bo grupa szybkiego reagowania jest setki
kilometrów stąd. Muszę pamiętać o prozaicznych czynnościach, więc wszystko
wokoło obklejone jest karteczkami-przypominajkami.
Tonę w
książkach, co mi bardzo odpowiada. Dużo oglądam - filmów, wystaw, ludzi. Jestem
formą smsa na międzymiastowej. Za oknem jest wiosna, a przecież nic nie
trzeba zmieniać.
Może się mylę, ale... coś pochowane między literkami podpowiada mi, że nie jesteś do końca szczęśliwa, co?
OdpowiedzUsuńDziękuję, bardzo miło mi to czytać. :)
UsuńNie lubisz małych potworków? Ani trochę? ;)
Ja mam problem z regularnością przychodzenia tutaj. Trochę mnie życie pochłonęło, choć skłamałabym mówiąc, że brakuje mi czasu. Nie wiem co jest.
UsuńWiesz, że ja też tak miałam? Długo omijałam dzieci, później trochę się na nie otworzyłam, a teraz mój instynkt tak się rozbudził, że... czasem się go boję ;)
Całkiem prawdopodobne. Moje życie jeszcze zahacza o internet, ale to nie to samo, co kiedyś. Nie umiem zebrać myśli, nawet jeśli chciałabym coś napisać.
UsuńJeeej! Dlaczego jako przestrogę?
Dobrze wybrałaś, to najważniejsze. Nie zadręczaj się myśleniem o odpowiedzialności, życie to przygoda, co nam się tu może stać. ;)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę książek i filmów i wystaw, ja niestety mam tak mało czasu na to wszystko!
Tak trochę pozytywnie.
OdpowiedzUsuń